wstazka
Kościół Świętego Ducha
Strona główna -> Świadectwa
Wpisał:adminicdmstracja Data: 14-04-2012
ikona

Europejskie Spotkanie Młodych w Berlinie – świadectwo

Berlin – doświadczenie raju. I co dalej?

Gdy myślę o Europejskim Spotkaniu Młodych w Berlinie nasuwa mi się następujący epizod. Gdy szłam na posiłek, jeden z wolontariuszy trzymał karteczkę ze strzałką kierującą do odpowiedniej sali, na której napisał: „You’re in paradise” (jesteś w raju). Spojrzałam na niego i uświadomiłam sobie, że ma rację, dla mnie raj mógłby wyglądać właśnie tak. Bardzo dużo uśmiechniętych, otwartych, radosnych ludzi, którzy śpiewają i tańczą. Żadnej przemocy, wyzwisk, przekleństw, przepychanek w długich przecież kolejkach, a zamiast tego życzliwość, chęć pomocy i kontaktu, mimo barier językowych. Żal było wyjeżdżać, ale miałam poczucie, że tak naprawdę to dopiero początek.

Wróciłam z Berlina, do „normalnego” życia, do szarego, jesiennego, mimo stycznia, Lublina. Ale to już nie jest to samo życie, które tu zostawiłam. Bo te pięć dni zmieniło we mnie bardzo wiele. Płomyk wiary, który zawsze we mnie istniał, chociaż czasami w pewnych zawirowaniach życiowych ledwie się tlił, zapłonął mocniej niż kiedykolwiek. Teraz pali się tak żywo i radośnie, że nie mogę, i – co ważniejsze – nie chcę, zostawić go tylko dla siebie. I chyba ludzie to czują, bo zachowują się tak, jakby chcieli się przy nim ogrzać.

Działo się tyle, zarówno na zewnątrz, w realnym świecie, jak i wewnątrz, w mojej duszy, że można by napisać o tym książkę. Dla mnie chyba najważniejsze jest to, że po raz pierwszy tak naprawdę się zakochałam… w Bogu. Poprzez właściwie obcych ludzi Bóg dał mi to, czego najbardziej potrzebowałam. Poczułam, że jestem wyjątkowa, bo niepowtarzalna. Nie ma drugiej takiej samej osoby. I tak właśnie kocha mnie Bóg. Nie za to jaka jestem, ale za to, ŻE JESTEM. Bo to On pierwszy zapragnął mnie na tym świecie. Wiele razy to słyszałam i rozumiałam to, ale tam w Berlinie po raz pierwszy poczułam tę prawdę tak mocno. Teraz już wiem i czuję, że największa jest miłość. Z niej rodzi się wiara i nadzieja. Są one jak naczynia połączone, dlatego przyrost jednej, podnosi poziom drugiej.

Któregoś dnia podczas dzielenia się doświadczeniem w grupie, rozmawialiśmy o ryzyku zaufania i pomyślałam sobie, że faktycznie zaufanie wśród ludzi to bardzo trudna sprawa. Buduje się je bardzo długo, a można stracić w mgnieniu oka. Ale z Bogiem jest inaczej, bo przecież On nigdy nie zawodzi, On zawsze jest i zawsze słyszy nasze prośby. Nawet, gdy nie czujemy Jego obecności. Nawet, gdy pozornie nas nie wysłuchuje. Gdy patrzę na moją przeszłość, to układa się ona w logiczną całość. Te, zdawałoby się, nic nieznaczące epizody, pasują jak części układanki. I zaczynam widzieć wartość wydarzeń, które były dla mnie bolesne i trudne. Teraz widzę sens. Teraz rozumiem, że gdybym coś zmieniła w swojej przeszłości, nie byłabym tym kim jestem. Bo Pan uczy nas każdego dnia. Ludzie i wydarzenia zapisują kolejne kartki w zeszycie naszego życia. Soren Kierkegaard miał rację, że „życie można zrozumieć patrząc nań tylko wstecz. Żyć jednak trzeba naprzód”.

No właśnie. O ile łatwiej żyć, wierząc, że Opatrzność nad nami czuwa, że Pan się o nas troszczy i najlepiej wie czego nam potrzeba. Ofiarowuje nam to, czego potrzebujemy w najbardziej odpowiednim momencie, gdy jesteśmy gotowi, by to przyjąć i nigdy nie daje więcej niż możemy unieść. Bo „wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem”. A w trudnych chwilach Pan zsyła nam ludzi-aniołów, którzy pocieszają i pomagają dźwigać krzyż. Tylko w chwilach załamania i wszechogarniającego smutku tak trudno zauważyć, że to Boży posłańcy. Bo nie zawsze umiemy patrzeć sercem, a same oczy często zawodzą. W Berlinie spotkałam ludzi, poprzez których Pan uleczył rany mojej duszy i… wreszcie mam odwagę być sobą. Wreszcie mogę zrzucić maski i pokazać prawdziwą twarz.

Jak pięknie być sobą!

To tylko mały fragment, tego, co wydarzyło się w Berlinie, ale jedno jest pewne ( i mam nadzieję, że ta pewność mnie nie opuści, bo jak pisze ks. Jan „pewność niepewna”), moje życie nie będzie już takie samo, nie będzie już takie jak wcześniej: jałowe, puste, szare, a w zasadzie bezbarwne. Pierwszy raz jestem tak głęboko wdzięczna Bogu, że wychowałam się w katolickiej rodzinie na polskiej wsi.  Jestem szczęściarą, że mam takie życie. Boże! Jesteś najlepszym scenarzystą i reżyserem ludzkich egzystencji! Mojej egzystencji;)

I na koniec rozważanie, które mnie nie tylko poruszyło, ale wręcz uderzyło. Jezus mówi głośno i wyraźnie, że jesteśmy światłem świata. Nie mówi: „Jak będziesz się bardzo starać, jak będziesz pracować nad sobą, to może kiedyś Ci się uda mnie zadowolić”. Chrystus patrzy na Ciebie i na mnie oczyma wypełnionymi bezbrzeżną miłością i z czułością szepcze: „Już teraz jesteś narzędziem w moich rękach i kiedy mi pozwalasz działać przez siebie, to stajesz się lampą, dla tych, którzy błądzą w ciemnościach. Właśnie po to wysłałem Cię na te drogi…”

 

Agnieszka

Podziel się na:

Komentarze
Przejdź do:
aktualności dla ducha video